Bark, który „wypada”
Sięgasz po książkę z wysokiej półki, zakładasz kurtkę, odwracasz się po torbę na tylne siedzenie samochodu lub uprawiasz sport i czujesz, że bark zaraz „wyskoczy” lub „przeskoczy”.
Czasem faktycznie wyskakuje i nastawia się samoistnie lub trzeba go nastawić w szpitalu. Za każdym razem robi się nieprzyjemnie, a w głowie zostaje jedna myśl: „żeby tylko znowu nie wypadł”. To nie kwestia słabego barku ani pecha. To niestabilność stawu ramiennego.
Co się właściwie dzieje
Staw ramienny to najbardziej ruchomy staw w ludzkim organizmie, dlatego też najłatwiej traci stabilność. Głowa kości ramiennej ustawiona w panewce, czyli zagłębieniu w łopatce, zabezpieczona jest tam dzięki obrąbkowi i więzadłom, które działają jak uszczelka i pasy bezpieczeństwa. Gdy przy zwichnięciu lub urazie te struktury się rozerwą, głowa kości ramiennej może zbyt łatwo uciekać z panewki. Od tej pory przy niektórych ruchach bark po prostu „ucieka” ze stawu.
Najczęściej wszystko zaczyna się od pierwszego zwichnięcia, przy upadku albo na treningu. Przy uszkodzonym obrąbku kolejne zwichnięcia mogą przychodzić coraz łatwiej, nawet przy czynnościach życia codziennego. Wzmocnienie mięśni stabilizujących staw ramienny może poprawić jego funkcję, ale dla osób młodych, aktywnych sportowo lub przy rozległych uszkodzeniach może to nie wystarczyć.
Po czym to rozpoznasz
- bark już przynajmniej raz wyskoczył i trzeba go było nastawiać,
- masz wrażenie, że zaraz wyskoczy/przeskoczy przy ręce uniesionej i odchylonej do tyłu, na przykład, gdy rzucasz piłką albo sięgasz po coś za siebie,
- pojawia się przeskakiwanie, uczucie niestabilności i obawa przy nadmiernym ruchu,
- unikasz pewnych pozycji ręki i odruchowo ją chronisz.
Dlaczego nie warto z tym czekać
Za każdym razem, gdy bark wyskakuje albo się przesuwa, głowa kości ramiennej ociera o brzeg panewki. Przy każdym takim zdarzeniu dochodzi do uszkodzenia chrząstki stawowej, a z czasem także do ubytku kostnego brzegu panewki. Im większy jest ten ubytek, tym większa niestabilność stawu ramiennego, a tym samym większe ryzyko kolejnych zwichnięć.
I na tym polega pułapka. Na początku zwykle wystarczy naprawić rozerwany obrąbek. Później, gdy dojdzie do ubytku kości, trzeba dodatkowo odbudować brakujący fragment panewki, czyli wykonać znacznie poważniejszy, rozleglejszy zabieg. Bark leczony po pierwszych epizodach zwichnięcia wraca zwykle do pełnej sprawności znacznie częściej niż taki, który wypadał przez lata.
Jak pomagamy
Zaczynamy od konsultacji i badań obrazowych. Zdjęcie RTG pokazuje ogólny stan kości, a tomografia komputerowa dokładnie ocenia, ile kości ubyło z panewki oraz z głowy kości ramiennej. Konieczne jest wykonanie rezonansu magnetycznego (najlepiej z podaniem kontrastu do stawu), aby szczegółowo określić rozległość uszkodzonego obrąbka stawowego oraz ewentualnych innych uszkodzeń, które mogą być konieczne do naprawy. Dopiero pełne badanie przedmiotowe, diagnostyka obrazowa oraz indywidualne oczekiwania pacjenta decydują o zakresie i rozległości operacji.
Gdy uszkodzony jest sam obrąbek, naprawiamy go artroskopowo. Przez kilka milimetrowych nacięć wprowadzamy artroskop, czyli minikamerę, która pokazuje wnętrze barku w powiększeniu na monitorze. Kotwicami mocujemy obrąbek z powrotem do panewki. Gdy obecny jest ubytek kości, wykonujemy rekonstrukcję brzegu panewki przeszczepem, czyli odtwarzamy brakujący fragment kości, żeby głowa kości ramiennej znów miała pewne oparcie. Ta technika jest bardziej rozległa i wymaga większego dostępu operacyjnego.
Operujemy technikami małoinwazyjnymi: rany są niewielkie, goją się szybciej, a Ty wracasz do sprawności wcześnie.
Cel jest jeden: stabilny bark, który spełnia Twoje oczekiwania w sporcie, pracy, jak i życiu codziennym.
Umów konsultację
Jeśli Twój bark już wyskakiwał albo masz wrażenie, że zaraz to zrobi, nie czekaj na kolejny epizod. Umów się na konsultację, zanim będzie zbyt „luźny”. Sprawdzimy, co dokładnie się dzieje i powiemy, jakie leczenie rozwiąże Twój problem.

